WRAŻENIA – „Wielkie piękno”

lagrandebellezza
Długo zastanawiałem się czy pisać o tym filmie. To nie nowość, która dopiero co weszła na ekrany, ani też nie tytuł sprzed kilku lat, o którym wielu mogło nie słyszeć. Oscarowe Wielkie piękno pojawiło się w kinach za granicami w maju ubiegłego roku – do nas zawitało półtora miesiąca temu. Kto chciał, ten już w kinie był. A kto ciągle chce, ma okazję, bo niektóre krakowskie kina wciąż Piękno grają (Ars, Mikro, Pauza).

Ten film za mną „chodzi”.

Od momentu gdy obejrzałem obraz pana Sorrentino, co chwila natrafia się okazja, by z kimś o nim porozmawiać. A jeśli nie – to i tak wracam do niego przez soundtrack, którego chce się posłuchać zaraz po napisać końcowych. Ale te pojawiają się dopiero po dwóch godzinach z Jeppem Gambardellą (fantastyczny Toni Servillo).
Wspomniany Włoch to podstarzały dziennikarz. Kończy 65 lat, ma apartament w sąsiedztwie Koloseum, piękne garnitury i dużo wolnego czasu, by rozmyślać o swoim życiu. Razem z nim przemierzamy ulice Rzymu, a jednocześnie poznajemy samego bohatera, jego historię i wrażliwość. Film rozpoczyna kilkuminutowa scena, podczas której możemy zachwycić się klimatem i architekturą Wiecznego Miasta. Słyszymy bicie dzwonów, śpiew ptaków i sakralną pieśń. Widzimy natomiast kobietę z gazetą opartą o blade popiersie, mężczyznę śpiącego na ławce, kolejnego obmywającego się w błękitnej sadzawce oraz grupę turystów wraz z tłumaczem. Scenę dopełnia pomnik Garibaldiego z napisem Rzym albo śmierć (Roma o Morte). Trudno pozbyć się wrażenia, że człowiek na tle Rzymu wypada blado i jest tu raczej intruzem. Reżyser wrzuca nas natychmiast w sam środek totalnego imprezowego szału, gdzie wkrótce poznamy bohatera i całą plejadę próżnych i zmanierowanych osobistości.
Wielkie piękno to studium człowieka, który robi sobie bolesny rachunek sumienia. Wyznania obnażają kolejne zakłamania i zwykłą głupotę współczesnych ludzi. Sorrentino za pomocą swojego bohatera kpi ze świata pseudointeligentów, artystów, fałszu i obłudy. Jep szuka piękna, które zdaje się kiedyś utracił. Kiedy? Nie wiadomo. Wszystko dookoła się zmieniło, zatonęło w kiczu, a on ostatkami sił próbuje znaleźć to „coś”. A czas płynie nieubłaganie, w końcu ten przystojny pan ma już 65 lat.

Wielkie piękno to obraz niesamowity. Powierzchownie prosty i nieśpieszny, pochłania widza całkowicie. To prawdziwa uczta. Oprócz pięknych ujęć Rzymu i znakomitego montażu (imprezy jak teledyski!), mamy tu genialną ścieżkę dźwiękową, z której jeden imprezowy hit (o ironio!) szczególnie sobie ukochałem. Jepp wygląda fantastycznie, jego postać jest kompletna i niesamowicie pociągająca. To człowiek, którego chciałoby się znać i rozmawiać z nim przy filiżance gorzkiego espresso.

Obejrzyjcie Wielkie piękno.
Zachwyćcie się, albo znienawidźcie. A potem dajcie mi znać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s