WRAŻENIA – „Grand Budapest Hotel”

Grand Budapest Hotel
Wypieszczony.
Tak czułem się po seansie Grand Budapest Hotel. Wypieszczony, a jednocześnie cholernie zaskoczony – nikt mi nie powiedział, że to będzie tak świetny film!

Wes Anderson stworzył Republikę Zubrowka, która mogłaby leżeć gdzieś we wschodniej Europie. Tam, mieściłby się hotel. Ogromny gmach urządzony z przepychem. Wyobraźmy sobie bogate wnętrza, skąpane w pastelowych różach, czerwieniach i fioletach. Złote żyrandole, błyszczące posadzki i niekończące się schody z fikuśnymi balustradami. I windę. Wściekło-czerwoną, błyszczącą windę ze znudzonym windziarzem w środku. Obok dwóch mężczyzn.
Monsieur Gustave
 – hotelowy konsjerż, perfekcjonista, profesjonalista, dystyngowany, wymagający i nienagannie ubrany w świetnie skrojony, fioletowy frak. U jego boku – Zero: lobby boy z ambicjami. Pracowity i oddany. Z wyglądu ciapa, ale szalenie urocza.
Pan Gustave to człowiek łączący przyjemne (?) z pożytecznym. Dogłębnie dba o majętne, dojrzałe damy, które odwiedzają Grand Budapest. Seksualne podboje zjednują mu rzeszę wielbicielek, które raz po raz wracają do luksusowego przybytku, a przy okazji dbają o potrzeby materialne hotelu. Jedna z zapatrzonych w Gustawa kobiet – Madame D. – przekazuje mu w spadku bezcenne dzieło – obraz chłopca z jabłkiem! Dar zakochanego serca wpędza Gustawa w kłopoty. Na ratunek przybędzie lobby boy z dorysowanym kredką wąsem.

Fabuła – prosta, bez szalonych twistów i miliona wątków pobocznych – wydaje się być wykreowana jako pole do przedstawienia palety ciekawych postaci. Anderson zadbał, by z ekranu patrzyły na nas gwiazdy w totalnie zakręconych odsłonach. Ogromnym zaskoczeniem jest siedemnastoletni Tony Revolori wcielający się w rolę czarującego lobby boya Zero. Ralph Fiennes jako Monsieur Gustave kradnie show ilekroć pojawia się na ekranie. Na łopatki położyła mnie Tilda Swinton jako Madame D. Pojawia się na kilka minut, podczas których uśmiech z ust nie schodzi. Podobne emocje wyzwala Adrien Brody jako nonszalancki Dimitri z podkręconym wąsem. Reżyser jakby uzupełnia akcję o kolejne postaci, a pojawieniu się nowego bohatera towarzyszy jęk radości na sali kinowej.

Widz prowadzony jest przez lokacje za pomocą dość statycznej kamery, dzięki czemu całość jest jakby teatralna, a przez to jeszcze bardziej intrygująca. Scenografia urzeka i miło pieści oko. Wnętrza są kolorowe, oblane słodkim lukrem, całkiem jak ciastka z cukierni Medls’a. W połączeniu ze znakomitą ścieżką dźwiękową tworzy się sielski klimat absurdu, gdzie nie mamy pojęcia co zaraz zobaczymy, ale na pewno będzie to zabawne. Grand Budapest Hotel miesza konwencje – pościgi niczym z filmu akcji są efektem serii zdarzeń niczym z dreszczowca. Ten zły – Willem Dafoe jako Jopling – nie przeraża, a rozbraja swoją powagą. Pełno tu humoru sytuacyjnego rodem z kreskówek (wyłanianie się zza ściany połową ciała nigdy nie przestanie mnie śmieszyć).

Grand Budapest Hotel to miłe zaskoczenie. Anderson nakręcił obraz uroczo absurdalny, który bawi widza i nie pozwala się nudzić. To esencja kinowej rozrywki podana na złotym talerzu.

Dawno się tak doskonale nie bawiłem.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “WRAŻENIA – „Grand Budapest Hotel”

  1. rzadko komentuję, jak w 100% zgadzam się z recenzją 🙂 również byłam zaskoczona, jak wspaniały to film, zwłaszcza że poprzednie produkcje Andersona mnie nie zachwycały. bawiłam się wyśmienicie, było świeżo, wzruszająco, cudownie. Ralph Fiennes zagrał wspaniale, sama postać Gustave jest skonstruowana tak, że budzi żal, że takich ludzi już nie ma… pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

    1. Tapetowanie ścian! Dokładnie tak! I dopadła mnie tęsknota za takim stylem, który pewnie już nie powróci. Szkoda, wnętrza z Ikei się nie umywają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s