WRAŻENIA – „Tom”

maxresdefault– Nie chcę, by przy moich kolejnych projektach mówili: Och, typowy Dolan! Przy takim podejściu szybko popadłbym w manierę, a ja wciąż chcę się rozwijać. Moje filmy nie są częścią jakiegoś ogólniejszego projektu, pragnę, by każdy z nich był rozpatrywany autonomicznie.

Xavier Dolan dla Kina, nr 5/2014


Farma na uboczu prowincjonalnego miasteczka, mgła i Tom w czarnym samochodzie. Ma tylko adres i trochę bagaży. Przyjechał na pogrzeb swojego kochanka. Na miejscu wita go niepokojąca pustka i cisza. Potem poznaje matkę i brata. Ona nie miała pojęcia o orientacji swego syna, on robił wszystko, by tak pozostało. Tom, wpuszczony w codzienność obcej początkowo rodziny, jest pretekstem do mierzenia się z przeszłością, lękami i pragnieniami, a jego wizyta niebezpiecznie się przeciąga.

Dolan w „Tomie” uderza w mroczne tony. Porzuca (chwilowo?) poprzednią estetykę i mierzy się z thrillerem psychologicznym. Pomysł na fabułę nie jest oryginalny – to jakby ekranizacja sztuki Marca Boucharda, która zainspirowała Kanadyjczyka do podjęcia tematu po swojemu. Dolan opowiada zgrabnie, doprawia to estetycznymi zdjęciami i zalewa całym morzem patetycznej muzyki. I tu niestety coś zgrzytnęło. Przez pierwszy kwadrans nie byłem w stanie przestać myśleć o tym, że z muzyką coś jest nie tak. W momencie gdy mamy chłodny obrazek samochodu, który wjeżdża błotnistą drogą na zamgloną posesję, z powodzeniem wystarczyłby dźwięk silnika. Budująca napięcie muzyka (kiedy na ekranie nic się nie dzieje!) działa trochę na wyrost i zamiast wprowadzać klimat tajemnicy – kreuje patos. „Less is more”, panie Dolanie.

Tom na farmie mierzy się z tęsknotą za utraconą miłością, ale też z niezrozumieniem środowiska. Wypada to dość przekonująco, choć na tle innych bohaterów aktorstwo Dolana może odstawać. Ciągle jest lepszym reżyserem niż aktorem, ale jako człowiek orkiestra wciąż mi cholernie imponuje. Na ekranie uzewnętrznia swoje fantazje, często perwersyjne i ubiera to w obłocone ciuchy. Możecie zapomnieć teledyskowym klimacie i hipsterskich stylówkach. Na farmie jest szaro, a wokół niemodnie urządzonego domu unosi się smrodek prowincji. Uczucie zaszczucia potęguje świetny zabieg zwężającego się ekranu w kluczowych scenach. Jest wtedy jeszcze mocniej, bliżej i intensywniej. A kukurydza w tym okresie ma liście ostre jak brzytwa.

„Tom” mnie jednak trochę rozczarował. Historia wciąga, wątek tajemicy dodaje uroku, a klimat jest faktycznie niepokojący. Muszę się natomiast przyczepić do fabularnych głupotek, których nijak nie mogę logicznie wytłumaczyć. Nie chodzi mi już nawet o masę niedopowiedzeń i otwartych wątków, bo na nich w końcu film zbudowano (weźmy choćby kwestię śmierci kochanka Toma). Chodzi mi o pewne rozwiązania, które po seansie wydały mi się pozbawione sensu. Będzie bez przykładów – nie chcę spoilować, ale tych, którzy obejrzeli zapraszam do dyskusji.

Reżyser w postaci Toma prezentuje coś nowego, innego i – dzięki Bogu – interesującego. Jasne, często podczas seansu możemy się zastanawiać dlaczego? i po co?, a po napisach końcowych stwierdzić, że wolimy jednak „starego” Dolana.
To jednak kino warte uwagi, bo ciągle z charakterystyczną, młodzieńczą wrażliwością.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s