WRAŻENIA – „Babadook”

baba

„Babadook” był jedną z nielicznych propozycji na tegorocznej edycji Off Plus Camera, która związana jest z kinem grozy. Dlatego też z ciekawością wybrałam się na projekcje, a odbiorowi filmu sprzyjać miał seans na dachu, który odbył się chwilę po zmroku. Dodam, że odkąd skończyłam gimnazjum przestałam namiętnie oglądać horrory. A zgodnie z zasadą „im starszy tym głupszy”, groźne i mroczne opowiastki potrafią mnie przestraszyć bardziej niż za dawnych czasów. Z tego też powodu, oprócz ciekawości towarzyszyła mi lekka obawa, że moje bezwarunkowe reakcje mogą tylko zażenować innych widzów, którzy ze stoickim spokojem przeżywają kolejne filmowe chwile napięcia. Zdaje się, że obawy te były zupełnie niepotrzebne.

Film ten to historia Amelii, która samotnie wychowuje swojego syna Samuela. Jej mąż zginął przed laty, kiedy wiózł ciężarną Amelię na porodówkę. Od tego momentu każde urodziny chłopca przypadają na dzień rocznicy śmierci jego ojca. Kobieta zaczyna niepokoić się jego dziwnym, nieco destrukcyjnym zachowaniem. Na skraj załamania nerwowego doprowadza ją wiara chłopca w tytułowego Babadooka. Całość komplikuje się, gdy okazuję się, że problem niekoniecznie (lub nie tylko) wiąże się z psychiką chłopca.

Początkowo narracja filmu jest nieśpieszna, stopniowo zatapiamy się w ten dziwny, australijski klimat. Nie oznacza to, że poszczególne momenty nie budzą niepokoju. Przeciwnie, wiadomo, że to cisza przed burzą, nie wiadomo jednak jeszcze jak wielką. I właśnie ta pierwsza część filmu jest najbardziej udana. To moment, gdzie głodni wrażeń chłoniemy tę odrealnioną rzeczywistość peryferyjnej miejscowości, a bohaterowie swoim zachowaniem jak i ogólną charakterystyką zaczynają nas przerażać.

Druga część filmu nie należy jednak do aż tak udanych. „Babadook” byłby paradoksalnie lepszy, gdyby nie efekciarskie sceny, które miały budzić grozę, a były zwyczajnie słabe. Zresztą czy nie jest czasem tak, że najbardziej boimy się tego, czego nie widzimy? Już postać Babadooka zwyczajnie mnie rozbawiła, a przecież to powinna być „twarz” tego filmu, skoro nawiązuje do niej tytuł, a i narracja budowana jest wokół tego stworzenia. Poklask dla tego filmu, ze względu na odwołanie do niemieckiego ekspresjonizmu też jakoś mnie nie przekonuje. Nie sztuką jest przecież odwołać się w paru scenach do stylistyki mistrzów pokroju Murnaua, skoro zabieg ten okazuje się kiepsko wykonany, w dodatku bez jakiejś zauważalnej motywacji dla tej inspiracji.

Słowa jakie nasuwają mi się do opisania tego filmu to po prostu niewykorzystany potencjał. „Babadook” broni się pomysłem, ogólną atmosferą czy nawet poniekąd grą aktorską. Coś jednak poszło nie tak, zabrakło jakiegoś elementu, który pozwoliłby na zakończenie tego filmu w tak dobry sposób, jak zapowiadał to jego początek. Nie oznacza to jednak, że „Babadooka” nie polecam. Wydaje się, że z filmami w tym gatunku tak po prostu jest, że na jednych mogą zrobić wielkie wrażenie, a innych z kolei tylko rozśmieszyć. Sami sprawdźcie czy przestraszycie się choć raz  Babadooka, niesfornego Samuela i jego znerwicowanej matki Amelii.


Zajrzyjcie na nasz profil na fb, będziemy mieli dla Was bilety na Babadooka do Kiki!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s