WRAŻENIA – „Lucy”

Lucy-Scarlett-Johansson-Latest-Movie-Images„Przeciętny człowiek wykorzystuje 10% mózgu. Ona wykorzysta 100%.” A Luc Besson? Ile on procent wykorzystał przy kręceniu „Lucy”?

Luc Besson postanowił rozprawić się z pytaniami o człowieczeństwo, a jednocześnie oblać krwią kilku Azjatów. Posłużył się panną Johansson, którą obsadził w roli urodziwej studentki, która szuka szczęścia na Tajwanie. Już pierwsze chwile filmu z tajemniczą walizką w tle każą sądzić, że wszystko co możliwe pójdzie źle. Napięcie podkręcają wstawki jak z filmu przyrodniczego, gdzie antylopa na sawannie zupełnie niczego się nie spodziewa. W efekcie kilku scen typowych dla skośnookiego kina akcji, Lucy budzi się z workiem pełnym silnego narkotyku wszytym w podbrzusze. Nie potrwa długo zanim ten zacznie „przeciekać”, a nosicielka zyska nowe umiejętności.

Pomysł na fabułę jest potencjalnym samograjem: biedna dziewczyna uwięziona, robią jej kuku, ona zyskuje supermoce i rozwala całą mafię po kolei. W tle dubstepy. Luc Besson porwał się na wmieszanie w kino akcji pierwiastka filozoficznego. Pojawiają się kwestie człowieczeństwa, istoty świata, celu i życia jako takiego. Przemiana Lucy jest wynikiem coraz większego wykorzystania ludzkiego mózgu, a stąd do filozoficznych wycieczek niedaleko – co zrobić z nadludzką wiedzą?, czy wiedza jest atutem, czy wręcz oddala nas od człowieczeństwa? „Lucy” daleko jednak do filozoficznych wynurzeń – to ciągle solidne kino akcji wymieszanie z science-fiction i z ambicjami na coś więcej. 

Losy Lucy obserwuje się trochę z boku. Ciężko emocjonalnie zaangażować się w dynamiczną sekwencję strzelanin i popisów bohaterki, kiedy tak na prawdę nie wiemy co jest jej celem, co ją ogranicza i czy cokolwiek jej zagraża. A po kilku scenach możemy domyślać się że niewiele. Historia momentami jest mało spójna i co chwila szatkowana planszami informującymi o aktualnym zaangażowaniu mózgu kobiety. Chyba największym problemem, jaki mam z tym filmem jest właśnie jego dosłowność. Rozbuchane efekciarstwo na każdym kroku ilustruje stany bohaterki i jej kondycję, a profesor Norman (Morgan Freeman a jakże) tłumaczy zawiłości z dziedziny neurologii. Wystarczyłoby zdać się na inteligencję widza i trochę mu zaufać. 

„Lucy” ogląda się jednak przyjemnie. Akcja nie pozwala na oderwanie wzroku, a drażniące elementy przestają być istotne, kiedy odłączy się kilka z używanych akurat procent. 

Odpowiadając na pytanie postawione na początku: złośliwi stwierdzą, że utrzymał się w okolicach średniej. Co bardziej kumaci wykrzykną z pianą w ustach że bujdy, że skandal, a amerykańscy naukowcy już dawno dowiedli, że stać nas na więcej niż marne 10%. Ja pokażę im wówczas plakietkę sci-fi, która wesoło dynda przy Scarlett Johansson i jej wielkich oczach. 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “WRAŻENIA – „Lucy”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s