„Eden” – daleko od raju

Ostatnio od Olki, która nie ma profilu na filmwebie, usłyszałem – Jak to oceniać cyferkami? Albo jest film dobry, albo… albo Eden.

Kiedyś napisałem krótki tekst o zjawisku rozczarowania, pogrzebanych nadziei, prostego ludzkiego smutku, który pojawia się w nas w pewnym momencie, gdy zdajemy sobie sprawę, że coś okazuje się dalekie od zapowiadanego efektu. Mina pod tytułem „pogrzebane nadzieje” wymalowała się kiedyś na twarzy pani z pefrumerii douglas z powodu mojego mało zasobnego portfela. Na mojej twarzy grymas zawodu błyszczał światłem odbitym od kinowego ekranu w ubiegły czwartek. Że jest źle, zdałem sobie sprawę po którejś minucie filmowego widowiska „Eden” w reżyserii pani Mii Hansen-Love, gdy bohater bierze do ręki list pozostawiony przez jego ostatnią ukochaną, a widz zapoznaje się z nim za pomocą niesamowitego efektu specjalnego – zatroskana twarz bohatera skupiona na kartce papieru (zabijcie mnie, nie wiem jak typ miał na imię) przechodzi w wyłaniającą się, półprzeźroczystą ukochaną czytającą list przez siebie napisany. Cała sala ociera łzę.eden_51
Bohater, już bez dziewczyny, nadal dąży wyboistą ścieżką ku karierze najlepszego paryskiego DJ-a. Mamy lata 90′, miksować zaczynają panowie z Daft Punk oraz nasz bohater i cała masa młodych, zauroczonych elektroniką i rodzącym się french housem. Obserwujemy losy Paula (tak! miał na imię Paul!) i grupy jego znajomych – impreza goni imprezę, pragnienie bycia docenionym rośnie z każdym dniem, a wzloty idą w parze z upadkami – życie muzyka do grzecznych nie należy.

Historia Paula opowiedziana w Edenie to playlista 20 lat życia francuskiego DJ-a, przetykana chaotycznymi próbami opowiedzenia o młodych ludziach. Wrażenie jest takie, jakby zebrano pulę utworów, które fajnie żeby znalazły się w filmie i dokręcenia do nich kulejącej fabuły. W dodatku kiepsko zagranej i o motywie przewodnim dającym się streścić w jednym zdaniu. 53fb2e178dd13

Przez większą część filmu nie pamiętałem imion większości bohaterów, a gdy okazało się, że jeden z fac7688739.3etów umarł i generalnie jest smutno (Paul idzie popłakać na schody, potem jest fade-out), to ja i tak nie miałem pojęcia o kim mowa. Ale zaraz potem zagrała fajna muzyka i można było ruszać nóżką. Taki jest ten film.

Świetna muzyka, jaką bez wątpienia bogato okraszony jest Eden, nie jest jednak wystarczającym powodem, by wybrać ten film mając w planach wyjście do kina.

Jeśli jednak bez sprawdzania w wikipedii jesteś w stanie podać prawdziwie imiona i nazwiska typów z Daft Punk – kupuj bilet. Dobrej muzyki świetnie słucha się w kinie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Eden” – daleko od raju

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s