Bezdyskusyjny Klub Filmowy: „W objęciach węża”

Pokłóćmy się dzisiaj. Mamy ku temu doskonałą okazję. Oscary 2016. Najlepszy film nie-po-angielsku. Nominowani: Syn Szawła, Mustang, Theeb, Wojna i… właśnie! Ten film, który zachwyca już samym plakatem, przez moment myśli się, że główną w nim rolę gra Tormund Zabójca Olbrzyma, do tego wąż w tytule. O czym to, dlaczego właśnie tak i czy zabrakło pieniędzy na farby: dzisiaj „W objęciach węża”. (Lepszy niż „Syn Szawła”).

Dwóch naukowców na przestrzeni 40 lat stara się odnaleźć świętą, leczniczą roślinę Yakrunę. Przewodnikiem obu wędrówek jest Karamakate, szaman, który amazońską dżunglę traktuje jeszcze z dawną bojaźnią i szacunkiem. Jak można się domyślać, jego postawa, mimo że podziwiana w kategoriach ciekawostki, jest zupełnie niezrozumiała dla jego białych towarzyszy. Można banalnie podkreślić, że tak naprawdę obie podróże przez dżunglę są metaforami profanacji świątyni tamtejszych Indian. Film w gruncie rzeczy traktuje właśnie o profanacji, śmierci, upadku i roli białego człowieka w tych aktach.

Kto jest bogiem?

Film powierzchownie podobny jest „Aguirre” Herzoga, ale ma też kilka, głównie ideowych zapożyczeń z „Apocalypto”. Istnieją między nimi jednak różnice tak wyraźne, że łączenie ich stałymi więzami podobieństwa jest niemądre i nie wolno tak robić! Kinski u Herzoga miał się za władcę dżungli, przyszedł uczynić ją sobie poddaną. U Guerry dwaj główni bohaterowie czują przytłaczającą potęgę lasów deszczowych, ale nie porzucają równocześnie swoich bardzo niemiłych „białych” przyzwyczajeń z tamtego okresu – poczucia bycia kimś lepszym.
w objęciach india

Chociaż początkowo wydaje się, że Koch-Grunberg i Schultes są „tymi dobrymi”, dostajemy przynajmniej kilka powodów, żeby się zawahać i zastanowić, czy to Karamakate jest idiotą, bo księżyc i ryby, czy może to nasi europejscy koledzy wyobrażają sobie zbyt wiele?

Istotną postacią jest też Manduca – uwolniony przez Schultesa z plantacji kauczuku. Indianin, który zaczął nosić „cywilizowane” ubrania i zawiesił się gdzieś pomiędzy swoim pochodzeniem a kulturą białych, ewidentnie nie potrafi sobie poradzić z łączeniem tych dwóch światów, a towarzyszące mu mgliste poczucie awansu, odbiera mu tożsamość i stawia w sytuacji, gdy jedyne co pamięta to słabość niewolnika, którą za wszelką cenę pragnie zabić władzą, jaką daje mu strzelba i biały towarzysz.

w objęciach etno

Oscara nie ma, a powinien być

To mój drugi film z nominowanych do Oscara Drugiej Kategorii. Widziałem zwycięzcę „Syna Szawła” i jeśli miałbym być szczery – a będę – to Nemes powinien dobrowolnie oddać nagrodę Kolumbijczykowi. Chociaż w mojej opinii filmy o „upadku cywilizacji, bo biali” to ta sama klasa zużycia, co filmy o Holokauście. Guerra jednak sili się na jakąś oryginalność. Bardzo stronniczą, bo Europejczycy, którzy chcą oficjalnie zachować kulturę Indian, ratować ich kruche dziedzictwo, są tytułowymi wężami, które wijąc się wśród zarośli starają się wybić do resztki ostatnie pozostałości wolnych Indian.

Tak! Nemes oryginalnym reżyserem jest, ale stworzył jedynie historyjkę. Guerra zdaje się znać miejsce każdego drzewa w kadrze, liczbę liści, jest dokładny i, choć chwilami nieco zbyt oczywisty, potrafi wzbudzić u widza ciąg myśli i wniosków, a nie tylko łkanie, bo smutek i śmierć.

w objęciach plakat

Amazonia, narkotyczny krajobraz, dziwne mikstury, dym. To samo w sobie tak hipnotyzuje, że zatraca się jakiekolwiek połączenie z rzeczywistością. Dryfuje się na granicy dwóch barw. Każdy łyk filmu wciąga nas coraz głębiej. Ostatecznie jednak okazuje się, że sacrum dżungli to jedynie wymysł.

Naprawdę, mógłbym pisać o tym filmie jeszcze przez trzy lata.

Żeby nie było za miło

Z pewnością można czepiać się niemiłego ujęcia naszych cywilizacyjnych krajanów, można też wykłócać się o stosowność i praktyczność czarno-białych zdjęć. Mówi się, że czerń i biel portretują duszę, w przeciwieństwie do kolorów. W tym wypadku się zgadzam. W końcu nie chodziło o podziwianie piękna dżungli, strojów, nieba – Guerra chciał pokazać przede wszystkim upadek, śmierć i smutek. Na siłę można porównać obie historie do „Listy Schindlera” i w ten sposób tłumaczyć sposób fotografowania. Mnie się spodobały – chociaż gdyby były kolorowe, nie miałbym smutku w oczach i nie odebrał filmu jako tragedii na jarmarku.

Zły jestem na Złote Globy, bo nie nominowali… „W objęciach…” ma na szczęście nominację do Oscara, nagrodę w Cannes i od Film Independent. Tyle. Wcześniejszych produkcji Guerry nie znam, więc nie polecę niczego. Warto go chyba jednak obserwować, bo może pójdzie dalej i zrobi coś jeszcze lepszego. Już nie mieszankę przygodówki z dramatem, ale pełnoprawny film, który oprócz lekkiego rozgłosu przyniesie mu przede wszystkim nieco bardziej wyraźny cel w robieniu filmów. Ale czy biali zrozumieją bojaźń i szacunek dla indiańskiego sacrum?

Mądry film. Poważnie.

Oglądajcie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s