Bezdyskusyjny Klub Filmowy: „Człowiek pogryzł psa”

Macie pewnie mnóstwo filmów, o których tyle słyszeliście, ale nigdy nie było okazji, żeby je zobaczyć. Ja mam ich setki. Ostatnio napadły mnie wyrzuty sumienia i postanowiłem nadrobić filmy, które kiedyś ktoś mi polecał. Polecenia w stylu: „Ej, no włącz sobie jakąś komedię romantyczną” nie trafiają do mnie, więc wyobraźcie sobie moją minę, gdy przeczytałem opis „Człowiek pogryzł psa”. Wow!

Bywają takie „wow” tylko z jednym „o” w środku. To jest ten przypadek. Znam filmy, które warte są kilku „o” pomiędzy „w”. Ta ciekawa belgijska produkcja, mimo niewątpliwego uroku zasługuje jednak tylko na pojedynczą samogłoskę.

O czym to jest? Tak naprawdę wystarczy jedno zdanie: grupa dokumentalistów chce stworzyć film o życiu mordercy, znajdują więc sobie takiego i podążają za nim. Fantastyczny pomysł. A teraz o filmie. A właściwie o mockumencie, czyli udawanym dokumencie.

Gdyby film trwał 15 minut byłby arcydziełem

Zaczyna się genialnie. Nie przypominam sobie, żebym widział kiedykolwiek bardziej zachęcające wprowadzenie do filmu. Naprawdę. Ta istotna zaleta równocześnie jest bardzo niebezpieczna. Jeśli zaczyna się tak dobrze – to dalej musi być równie fajnie albo lepiej, inaczej widz znienawidzi produkcję. No i dupa, bo dalej jest gorzej.

man-bites-dog1

Jak zniszczyć zabawę?

Powtarzalny schemat żartów, bardzo dziwne sceny, dziwaczne teksty i niekoniecznie powalająca uroda zdjęć w końcu nudzą i sprawiają, że ostatnia godzina to prawdziwa męka. Nie pomagają również dłużyzny jakby na siłę wpychane pomiędzy dobrze zmontowane, dynamiczne sceny.

Główna rola w interesującej interpretacji Benoît Poelvoorde, który twarzą robi więcej niż słowami, początkowo zachwyca, hipnotyzuje i zadaje pytanie: „Czemu ten facet musiał grać potem w Asterixie?”. Więc czemu grał potem w Asterixie?

Odpowiedź pojawia się w dalszej części filmu. Benoît ostatecznie ma tylko jedną zaletę: plastyczną twarz. Jego aktorstwo, oparte na jednym schemacie i czasem niebezpiecznie brzmiące jak ze szkolnej akademii albo polskiego kabaretu, irytuje coraz bardziej, im więcej minut filmu mija. BTW, możecie go zobaczyć w filmie „Zupełnie Nowy Testament”, gdzie gra Boga. Nie widziałem, ale mam obawy, jak się to mogło skończyć.

bareme5

A może jednak?

Poszukajmy zalet i powodów, żeby jednak wydać na ten film swoje cenne 95 minut. Jeśli lubicie mieszankę stylów filmowych z wyraźna nutą lat 90. (do granic zabawna chlapiąca krew) i niezobowiązującą zabawę – to może warto. Czasem jest niezwykle śmieszny – to też jakiś powód.

Z ciekawostek: porównajcie sobie tytuł oryginalny z angielskim i polskim… Nie wiem, kto wpadł na to genialne tłumaczenie, ale winszuję. Francuski nie jest moją mocną stroną, ale nie widzę szczególnej koherencji między „C’est arrivé près de chez vous” a „Man bites dog”. Chociaż rzeczywiście drugi tytuł jest lepszy.

Co z nagród? Dwie pomniejsze nagrody w Cannes, nominacje do Saturnów oraz nagród Europejskiej Akademii Filmowej i specjalna nagroda na MFF w Toronto. Film, mimo że niszowy i zrobiony z pasją godną mockumentu, został dostrzeżony. Dostrzeżcie go więc i wy – niech się wam spodoba.
Przynajmniej wam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s